09 czerwca 2009
Riverside - Anno Domini High Definition (2009)

Trylogia została zakończona. Trzy dotychczas wydane przez kapelę Riverside krążki stanowią jedną, spójną tematycznie historię, kompletną i bez planów na kontynuację. Podsumowująca trylogię trasa koncertowa również miała już swój finał, po czym pamiątką będzie niewydane jeszcze DVD z nagranego w Łodzi występu. Premierę za to miała solowa płyta wokalisty zespołu, Mariusza Dudy, czyli Lunatic Soul...
Kto po tych paru faktach stwierdzi, że Riverside właśnie zakończyło jakąkolwiek działalność, jest w wielkim błędzie - czego świadectwem jest album, który własnie wydali. Na "Anno Domini High Definition" składa się 5 utworów o łącznej długości 44 minut i 44 sekund. Ci, którzy uważają ten materiał za niewystarczający, powinni zaopatrzyć się w edycję limitowaną, gdzie na dodatkowej płycie dołączone jest nagranie koncertu z Amsterdamu z Reality Dream Tour.
- Hyperactive (5:46)
- Driven to Destruction (7:06)
- Egoist Hedonist (8:57)
- Left Out (10:59)
- Hybrid Times (11:54)
Mała liczba utworów sprzyja spójności i pozwala na wyczerpanie każdego motywu do końca, co Riverside'owi udało się z pewnością. Długość albumu jest odpowiednia, choć czuć odrobinę niedosyt, co niewątpliwie jest zaletą, gdyż album praktycznie sam się odpala, by ponownie go przesłuchać. Utwory, z początku krótsze, powoli wprowadzają nas w klimat ruchliwego miasta, zabieganego życia, technologicznego szumu - czyli wszystkiego tego, o czym jest ta płyta.
Album jest definitywnie odmienny od poprzednich wydawnictw zespołu. Riverside'owi zdarzało się grać ostro, choć nigdy nie starał się osiągnąć mocniejszego brzmienia. Na ADHD gitara towarzyszy nam praktycznie cały czas, i to w naprawdę interesującym i ciężkim wydaniu. Syntezatory, klawisze i inna elektronika były obecne praktycznie zawsze w historii zespołu, ale nigdy w takich ilościach i nigdy tak różnorodnie. Perkusja i bas nadają tej muzyce niespotykanej energii, w kontraście do generalnie spokojniejszych i mniej pokręconych rytmów na poprzednich płytach. A także zaskakujący wokal, silny i urozmaicony... A, co najciekawsze, pomimo tych różnic wyczuwa się charakterystyczny styl wypracowany przez lata przez muzyków.
Przyjemnie też zauważyć, że artyści nadal szlifują swoje umiejętności i eksperymentują. Solówki Piotra Grudzińskiego sugerują poszerzenie warsztat o o wiele szybsze i ciekawsze zagrywki, wokal Mariusza Dudy w końcu osiągnął pełnię możliwości (oby nie ;)), multum instrumentów wykorzystanych przy nagraniach wzbogaca muzykę o przestrzeń i odrobinę pozytywnego udziwnienia. To wszystko ma znaczący wpływ na doznania estetyczne i świetnie wpasowuje się w klimat albumu.
Muszę przyznać, że dawno nie słyszałem tak dobrego albumu. Jest w pełni wyważony, stara się zainteresować słuchacza każdym dźwiekiem, a ponad wszystko słucha się go przyjemnie i emocjonalnie, a to przecież w muzyce najważniejsze. I choć zespół ukazał swoją bardziej żywiołową stronę, to nie zabraknie tu spokojnych melodii ani odrobinę melancholijnych fragmentów. Z czystym sercem oceniam więc ten album na szkolne 5+!
Album promuje zamieszczony na MySpace utwór Egoist Hedonist w wersji radiowej (bez ostatniej z trzech części utworu). O produkcji albumu można się zaś dowiedzieć na stworzonym specjalnie dla tej płyty blogu.